EGZALTACJA

Po wielu latach obejrzałem ponownie w telewizji „Czarci żleb”. Jeśli pominąć naiwny schematyzm fabuły, zdumiewa zna­komita sztuka operatorska. Ten wspaniały zjazd, kadry naro­dowej lat 50-tych wąskimi żlebami wśród głazów — jak zręcz­nie to sfilmowane! A o ileż sprzęt (narciarzy i filmowców) był’ mniej doskonały od dzisiejszego. Niedługo po „Czarcim żlebie” Słowacy nakręcili „Diabelską grań”. Na co myśmy z kolei odpowiedzieli „Ścianą Czarownic”, by szykować następnie „Gazdę z Diabelnej”… Jest. w tych tytu­łach jakaś infemalna, sataniczna wizja gór budząca może uśmiech ale mocno chyba zagruntowana w sentymentalnych odczuciach tradycyjnych wyobrażeniach „niebotycznych iglic i urwisk”.